Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy

Być czy mieć? Odwieczny dylemat… Część osób powie „być”, ktoś inny powie „mieć”, a kolejna grupa stwierdzi, że jedno nie wyklucza drugiego. Holistycznie rzecz można ująć tak: wszystkie istoty żywe dążą do zaspokojenia najbardziej podstawowych potrzeb: jedzenia i snu, człowiek zaś dodatkowo – do zaspokojenia potrzeby psychicznego bezpieczeństwa i szczęścia. Człowiek mający zabezpieczony byt materialny i środki odłożone na przysłowiową czarną godzinę z pewnością śpi spokojniej aniżeli osoba żyjąca w drżeniu od pierwszego do pierwszego. A więc: tak, pieniądze bez wątpienia w pewnej mierze ułatwiają życie.

Część osób powie „być”, ktoś inny powie „mieć”, a kolejna grupa stwierdzi, że jedno nie wyklucza drugiego. Holistycznie rzecz można ująć tak: wszystkie istoty żywe dążą do zaspokojenia najbardziej podstawowych potrzeb: jedzenia i snu, człowiek zaś dodatkowo – do zaspokojenia potrzeby psychicznego bezpieczeństwa i szczęścia. Człowiek mający zabezpieczony byt materialny i środki odłożone na przysłowiową czarną godzinę z pewnością śpi spokojniej aniżeli osoba żyjąca w drżeniu od pierwszego do pierwszego. A więc: tak, pieniądze bez wątpienia w pewnej mierze ułatwiają życie.

Dała mi niedawno do myślenia moja rozmowa z pewnym znajomym, który wrócił z podróży po Burkina Faso. Stwierdził on, że po tej wyprawie zweryfikował swoje poglądy zarówno na temat biedy, jak i szczęścia: tubylcy, którzy żyją bardzo skromnie (czy wręcz, według naszych standardów, biednie) są zadowolonymi z życia, spokojnymi ludźmi. Dlaczego? Ano dlatego, że mają urodzajną ziemię, rodzącą wystarczającą na ich potrzeby ilość pożywienia. Wyciągają rękę i zrywają z drzewa owoc, odpada zatem kwestia głodu. Wracamy znów zatem do podstawowych potrzeb człowieka (w tym przypadku jedzenia, która jest zaspokojona), ale także do czynników społeczno- kulturalnych. Mieszkańcy tej części świata nie mają tak rozwiniętej jak my natury konsumpcjonistycznej czy czasem wręcz hedonistycznej. Nie zależy im ani na superautach, ani na markowych ciuchach czy luksusowej biżuterii, bo po prostu – jako społeczeństwo- nie mają tego na co dzień. Nie są atakowani przez reklamy, nawołujące: „kup! kup! kup!”, nie gonią bezrefleksyjnie za sztucznie kreowanymi modami, ani też nie produkują ton pół-śmieci. Można by rzec, że żyją według tak popularnej ostatnio w państwach zachodnich filozofii slow life, czy wręcz są jej prekursorami. Ironicznie stwierdzić można: hipsterzy, czyż nie? 😉

Spostrzeżenia te potwierdza w swych dziełach nieodżałowany Ryszard Kapuściński.. W Hebanie wielokrotnie przytacza sceny, gdzie ludzie żyjący w ubóstwie zachowują pogodę ducha, uśmiech i szczerość uczuć. Szczególnie efektownym obiektem obserwacji Kapuścińskiego jest pewien Afrykańczyk o wdzięcznym imieniu Apollo [sic!], który ze stoickim spokojem prasuje starym żelazkiem węglowym (kto dziś zna takie?) swą jedyną koszulę, tysiąckrotnie już naprawianą. Koszula nie jest już patchworkowa, ona jest esencją, kwintesencją patchworku. Mimo to Apollo dąży, by czuć się w niej schludnie, by czuć się w niej elegancko, po prostu by czuć się w niej dobrze. Może to jest właśnie lekcja dla nas, zepsutych bezrefleksyjnie zdobywanym dobrobytem; może na takich właśnie ułamkach pozytywnych odczuć buduje się szczęście?

ONZ od lat zleca monitorowanie poziomu szczęścia 155 narodów. Bierze się pod uwagę m.in..: PKB, relacje rodzinne, dostęp do opieki medycznej czy oczekiwaną długość życia w zdrowiu; wyniki przedstawiane są w postaci raportu (World Happiness Report).

Warto zwrócić uwagę na fakt, iż nie zawsze bogactwo kraju idzie w parze z poczuciem szczęścia jego obywateli. Przykładem są np. niezbyt zamożne kraje Ameryki Łacińskiej, będące przecież wysoko w rankingu. Au contraire, państwa zamożne, mające wysokie PKB, takie na przykład jak Japonia czy Tajwan, zajmują w raporcie stosunkowo niskie miejsce. Zauważyć należy na marginesie, że mają one kłopot z wysokim współczynnikiem depresji czy samobójstw. Upatrywać tu należy przyczyn leżących w sferze kulturalno- społecznej, gdzie nie ma społecznego przyzwolenia na okazywanie słabości, jest za to olbrzymie parcie na osiągnięcie sukcesu (rozumianego właśnie w kategoriach materialnych), co u mniej odpornych psychicznie osób skutkuje życiem w ciągłym napięciu.

Dla Polaków mam dobrą wiadomość: jako naród regularnie awansujemy w tej klasyfikacji. W roku 2017 zajmowaliśmy 46. lokatę, podczas gdy w pierwszym opublikowanym rankingu byliśmy blisko setnego miejsca. Czyżby i u nas coraz częściej nuciło się pod nosem „Don’t worry, be happy”?

A więc: kupować czy nie kupować? Oczywiście, że kupować! Tyle, że niech receptą będzie tu złoty środek, w tym przypadku umiarkowanie w konsumpcji. Niech Wschód spotka Zachód, przynajmniej w kwestii materializmu. Kupujmy rzeczy ulubionych marek – ale sprawdzone, dobrej jakości, trwałe. Spełniajmy swoje materialne marzenia, nie szkodząc jednocześnie środowisku ani nie zmieniając się w materialistyczne zombie. Nie ma niczego złego w zakupach, w sprawianiu sobie przyjemności nową filiżanką, nowym kocem czy nowym telewizorem; zachowujmy jednakże pamięć o elementarnych życiowych wartościach. Wypijmy zatem tę filiżankę herbaty przy dobrym filmie, ale tuląc się pod kocem do bliskiej osoby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *